
N..nie wiem. Ja nic już... Już nie wiem. Jestem sam. Sam, taki sam, sam… - dalsze słowa Winda były niezrozumiałe. Water trzasnęła rózgą o jego tylną cześć intymną.
- Nie Windzie! Nigdy nie jesteśmy sami! Powiedz to! – trzask rózgi!
- Nn..nniee.. niee! Jestem wierny Korin! – trzask! Trzask!
- Jesteś żałosny! Korin cię opuściła! Nie na jej łaskę jesteś zdany! – trzask! Trzask! TRZASK!
- Aaaaaa!!!!!!
- Tak Windzie! A! Jak ADMIN! – trzask! Trzask!
- Niee! Nie mogę tego powiedzieć! To takie strasznee!
- Tak! Jak gniew naszego Admina™! Powiedz to! Korin się liczyła 26 dni temu! Teraz powiedz to! POWIEDZ! – TRZASK! TRZASK! TRZASK!
- NN..nn.. nasz Admin jest boginem! Aaaa! – trzask!
- Co jeszcze?!
- Nnnasz Admin jest Wszechuke… tfu, znaczy się..aaaaa…seme drużyny! Aaa!!!
TRZASK! TRZASK! TRZASK!
- Tak Windzie! Co jeszcze?!!!
- Nasz Amin jest sstrraaaszznyyy!! I mhhrooocznyy!!
- Tak Windzie! Tak! Tak! Uumm…Tak! – TRZASK - I co jeszcze?
- I jest VIELKIM CD RIZU! I ULVARA!
- TAAAAKKK!!!
- I STO LAAAAT DLAA ADMINAAA!!!!! AAAA!!!!
- Oj, tak! TAK! TAAK! Ooooo!!
Trzask!
(a teraz pozostaje tylko zapalić papierosa po dobrym trzaskanku… ;*)
Tagi: przerywnik
2010-01-31 23:26:18
skomentuj (7)
- N..nie wiem. Ja nic już... Już nie wiem. Jestem sam. Sam, taki sam, sam… - dalsze słowa były niezrozumiałe. Choć przy innej okazji Water czerpałaby znacznie większą satysfakcję ze złamania więźnia, wcale nie cieszył jej widok zakrwawionego, zapłakanego, śliniącego się Winda. Zwłaszcza że żywiołak rzeczywiście zdawał się nie wiedzieć niczego istotnego o zniknięciu Korin. Bogini była zimniejszą suką niż Water przypuszczała. Gdyby ją ktoś tak wykorzystał, dał nadzieję, a potem wyrzucił jak zabawkę, nigdy by mu nie wybaczyła. Nawet gdyby to był Ulvar. Dlatego nie była na tyle naiwna, żeby robić sobie jakiekolwiek złudzenia. Wind powinien wiedzieć, że dla tych z wysoka nie byli niczym więcej niż przedmiotami – zabawkami, które chwilowo mogą zaspokoić ich żądze. A najgorsze było to, że ten biedny idiota nadal nie chciał zdradzić swojej Korin.
Żywiołaczka jakby od niechcenia smagnęła trzcinową rózgą po genitaliach Winda. No, może trochę satysfakcji jednak odczuwała.
- Nic nie wiesz, Wind? – syknęła mu do ucha i niemal czule objęła mu głowę. – Bohatersko milczysz, bo nie chcesz narażać ukochanej? Ale mylisz się mój bezbronny głupcze – szeptała mu, a ten się nawet nie opierał. Nie próbował już nawet opanować łez. Już pewnie nie wiedział, gdzie jest. – Twoje milczenie mówi samo za siebie. Popatrz się na siebie – odepchnęła go gwałtownie i spoliczkowała. Wind tylko coś wybełkotał, więc dla lepszego efektu uderzyła z drugiej strony. Po chwili mężczyźnie udało się zogniskować na niej wzrok.
- Nie wiesz nic, bo miłość twojego życia cię opuściła. Opuściła Zire i nawet nie raczyła pomachać ci na pożegnanie. Wiecznej dziewicy znudziło się czekanie, więc znalazła sobie chwilową rozrywkę. Na co liczyłeś? Że zostaniesz Pierwszym Małżonkiem? Że będziesz jej równy w świecie bogów i demonów? A może, że spłodzisz jej dziecko? – parsknęła. Wind przestał łkać, ale unikał jej wzroku. Water chwyciła jego podbródek i zmusiła, żeby na nią spojrzał. – Jesteśmy niczym, Wind. Nawet nie dane nam się rozmnażać. Pogódź się ze swoją naturą, zaakceptuj swoją pozycję w świecie. – krańcem rękawa otarła mu twarz z łez i śliny. Usmarowała go przy tym krwią, ale w tej chwili prawdopodobnie nie przejmował się wyglądem. Niech się cieszy, że nie okaleczyła mu tej ładnej buzi. Szkoda by było. Nawet jeśli uleczyć go magicznie, pewnie blizny mu zostaną. Oczywiście, jeśli dane mu będzie doczekać rana. Odsunęła się od więźnia i dalej mówiła już całkiem normalnym tonem. Zaczęła powoli czyścić i składać narzędzia.
- Żal mi ciebie Wind. Nigdy nie byliśmy przyjaciółmi, ale na swój sposób zawsze cię szanowałam. Myślę, że otrzymałeś już swoją karę. Mam nadzieję, że Ulvar cię nie zabije, nawet jeśli w tej chwili nie masz ochoty dalej żyć. Z drugiej strony nie chciałabym, żebyś się zaczął na mnie mścić. Chociaż wiem, że gdybyś był na moim miejscu, zrobiłbyś to samo, jeśli nie więcej.
- Mylisz się. – Water zaskoczona odwróciła się do Winda. Zwisał bezwładnie z łańcuchów i wpatrywał się w posadzkę. Jednak jego słowa były całkiem wyraźne.
- Jakoś trudno mi uwierzyć, że okazałbyś nagle miłosierdzie.
- Mylisz się. – wychrypiał – Korin nie jest taka jak Ulvar. Jest czysta i szczera. I kocha Zire. Jeśli mnie opuściła bez słowa, miała ku temu powód. I jeśli będzie mogła, wróci do mnie. Bo łączy nas coś, czego ty nigdy nie doświadczysz ze strony tego zimnego skurwysyna. Moja miłość, Water, została odwzajemniona.
Water!
Wezwanie było pilne. Żywiołaczka poczuła nagłe ukłucie lęku. Wypadła z celi tortur, zanim Wind zdążył pożałować swoich słów.
Tagi: zamek,
water,
wind
2010-01-31 23:23:04
skomentuj (9)
Ciemno wszędzie…
Głucho wszędzie…
Co to będzie…
Co to będzie…
Wracając do naszej karczmy z choineczką i drużyną w jednym pokoiku XD…
Już nasz grupa miała zabierać swoje zwłoki z owej karczmy, gdy pewne oddalone drzewo pod wpływem ciążącego na nim śniegu postanowiło się zawalić zahaczając tym samym o linię wysokiego napięcia pozbawiając prądu całą okolicę. W tym i naszą drużynę…
- H-hej! Kto zgasił światło?
- Chyba korki wysiadły…
Ori: - A-auuu! Moje pióro ;___;…To że jest ciemno nie znaczy że możecie je rwać…
Koto: - Już nic się nie martw najdroższa! Jestem przy Tobie i nic się nie stanie więcej. Emmm…Oreas kiedy zmieniłaś fryzurę ?__?
Val: - Nie chcę Cię martwić ale to ja Valgaav -__-”
Koto: - Od kiedy masz skrzydła >__>
Val: - Wychodzą czasem nieproszone…Czy mógłbyś przestać mnie ściskać --;??
Koji: - Spokojnie braciszku jestem obok jakby co x]…wiesz każdy może się pomylić w takich ciemnościach XD
Sin: - E-eto…Koji-kun…to ja…Sinceritas ^^;
Koji: - *big smile*…ops…gome XD…ja przynajmniej nie mylę swojej kobiety x3…
Koto: ==”
Sin: ^^”
Faye: - A tak poza tym to skąd się tu wzięły anioły ?__?
Sin: - Chciałyśmy pomóc w pakowaniu *^^*
BAM!
Ri: - Mówiłem żebyś dał mi spokój!!
Ulek: - Nie ma najmniejszych szans złotko *grin*
Ri: -__-”…Deedlith nie możesz wyczarować świetlistej kuli lub coś w tym stylu żeby trochę tu rozjaśnić?
Deed: - Wybacz…ale po ostatniej…”zabawie”…wątpię żeby ktokolwiek mógł ^^;…
Ri: - Taaaak…co prawda to prawda…ULVAR!...Mówiłem też żebyś mnie nie dotykał!!
Ulek: - Nie wydaje mi się, żeby Ci się to nie podobało *evil grin*
Sorek: - Mnie to nic a nic nie przeszkadza…mógłbyś zjechać troszkę niżej x3??
Ri: - Masz szczęście że się pomyliłeś >__>…zaraz…zaraz…to kto mnie rozbiera ?__?
Fuuma: - Ups…chyba lekko się pomyliłem…no ale co ja poradzę jak Ty i Ken wydzielacie te same feromony >DD
Ri: - ==”…możesz zabrać rękę STAMTĄD!?
Ken: - W sumie atmosfera sama się o to prosi x3
Deed: - Jak zaczniecie to robić tutaj to zacznę krzyczeć -.-”
Gourry: - Jakby co to możesz się podeprzeć na mnie.
Fuu: - Ymmm…Gourry…to mnie trzymasz za rękę ^^”
Deed: - W takim razie kto trzyma mnie ?__?
Ae: - Mam nadzieję że nie masz mi za złe ^^…ale coś otarło się o moją nogę i to był odruch bezwarunkowy ^^”…
- AAAAaaaa!!
Del: - Ekhm…panno Valentine ja rozumiem że nasze stosunki ostatnio się znacznie ociepliły ale czy mogłaby pani zabrać TĘ miękką rzecz z mojego ramienia??
Faye: - E?!...Ja?!...Przecież ja nic nie robię ?-?
Dak: - Och wybacz Del *^^*…myślałam że to mysz x3…H-hej kto na mnie nadepnął?
Gonzo: - hiiis!
Dak: - Ah no tak zapomniałam że tu jesteś ^^
Van: - Dakki nic Ci nie jest?...Emm…od kiedy nosisz metalowe ubrania ?__?
Sagi: - Eeeetooo…Van to moja ręka ^^”
Van: - Och…wybacz Sagara ^^”
Dak:- No tak swój swego zawsze pozna…nawet w takiej ciemności…
Van: - To wcale nie jest tak jak myślisz Dakki!!
Sagi: - Van!! Uważaj na kabe…
*pstyk, pssssyk, psssss….*
Moto: - Co to były za iskry??
Sagi: - Van właśnie wyrwał jeden z kabelków z mojej sztucznej ręki __^__”…Czy Wam też jest tak gorąco?
Moto: - Sousuke, który dokładnie kabelek Ci wyrwał?
Sagi: - Hmm..a taki jeden z brzegu…ale chyba nic poważnego bo nadal ruszam ręką…
Van: - Au!...Sousuke to boli…mógłbyś trochę rozluźnić ten uścisk?
Sagi: - Neeee a nie chcesz poznać jak to jest x3…
Van: - Sa-sa-sagara?!! C-co ty wyprawiasz?
Sagi: - Och przestań się wyrywać spodoba Ci się XD zobaczysz jestem w tym mistrzem x3
Moto: - To mi przypomina pewną toaletę i to, że miałam naprawić rękę tego żołnierza…
Dak: - No cóż może wreszcie wyjdzie szydło z worka…
Van: - Obie natychmiast przestańcie i mi pomóżcie T__T…Sagara…ouch…to boli…Ty barbarzyńco ;___;…
Sagi: - Nic na to nie poradzę jesteś zbyt spięty…
Faye: - Nie wierzę, że tego słucham _^_”
Ulek: - Rizu przysłuchuj się i ucz >D
Ri: -___-”
Van: HELP! TT___TT
Sagi: - Ugh…no rozluźnij się trochę…To rozkaz!
Van: - Nie jestem żołnierzem…ouch…tylko księciem ;__;…Au…ummm…to nawet przyjemne po dłuższym czasie…mmmm…
Dak: - Motyko wisisz mi 5 dolarów, wiedziałam że to tak się skończy…
Van: - Maaaaj jak przyjemnie *__*
Sagi: - Mówiłem Ci, że jestem mistrzem w masowaniu pleców x3…
*wszyscy gleba*
Moto: - Dakki teraz Ty mi wisisz te 5 dolców _^_”…
Ciemno wszędzie…
Głucho wszędzie…
Co to będzie…
Co to będzie…XDD
Dla ludzi, którzy byli bardzo długo pozbawieni prądu przez śnieg XDD
i oczywiście dla naszego zire urodzinowy xD
Tagi: przerywnik
2010-01-30 14:58:17
skomentuj (10)
S

to lat? Eee, wolałabym nie. Wiecie, chciałabym dożyć końca. Osiągnęliśmy wiek emerycki. Z jednej strony fajnie, że toto jeszcze żyje, ale z drugiej obciach jak diabli xD Pewnie szłoby nam lepiej, gdyby niektórzy - bez wskazywania palcem na pewien owadzi pomiot - wzięli się do roboty *łapie za chabety i potrząsa* chcę to skończyć, chcę to skończyć!! XD chcę już *spoiler* *spoiler* żeby *spoiler* mógł go *spoiler* i chcę napisać tego *spoiler* *spoiler* XD no. Dupa w troki i do pisania i słuchać się Admina >3
A samemu światkowi zdrowia, szczęścia, pomyślności, zwrotów akcji, dużo miłości (kheee xD), mniej emowania, więcej działania. Żeby bogowie nie byli niedorobionymi ofiarami losu (nie, to niemożliwe XD), a demony rozlazłymi kluchami (to chyba też nie XD może w przyszłym roku? XD). Żeby czarodziejki przestały rzygać na twą glebę i po wielu miesiącach dotarły do celu. Żeby żywiołaki nie gniły w nieskończoność w lochach twoich zamków (przypominam, że ma się znaleźć Fire ZANIM wyjdziemy z pustyni - aka po brzasku XD) i żeby twoi najpotężniejsi prorocy nie robili głupot wychodząc w nocy na pustynię bez ochrony XD Żeby anielice nie były takimi dewotkami, a ich ukochani nie mieli kłopotów z określeniem swojej lojalności i orientacji seksualnej XD No i żeby komputer przestał wariować i ustalił się jakiś konkretny BALANS. lans lans lans... - odrzekło echo XD
Wszystkiego naj po prostu :D
Tagi: admin
2010-01-30 12:20:37
skomentuj (6)

Matka Wszechrzeczy, jak piękna by nie była, była po stokroć bardziej podła i wredniejsza. Wzywała go za każdym razem, gdy miał okazję zrobić w grupie coś pożytecznego (czyt. porozmawiać z sensem z pewnym boginem, który z niewiadomych powodów się na niego od dobrych paru dni boczył). Oczywiście Xellos miał świadomość, że jego Władca (jakoś nie jestem pewna płci - dop. ri XD) robi to całkowicie specjalnie, dając mu do zrozumienia, co myśli na temat tego związku i uczuciowości mazoku, a skoro werbalne środki przekazu do tej pory nie przynosiły rezultatu, wabił go różnymi rozkazami i fałszywymi obietnicami opowieści na temat matki pięciorga bóstw, jej miejsca pobytu, miejsca pobytu sióstr Rizu itede, itepe. Wredny babon.
I tak też biedny, sterroryzowany mazoku pojawił się w końcu w centrum obozu tylko i wyłącznie po to, by w minutę później zostać porwanym i zaciągniętym za jakiś prowizoryczny parawan przez - żeby katorg na dziś było wystarczająco dużo - świętą służebniczkę światłości.
- Przepraszam - zaczął niewinnym głosikiem, kiedy elfka bezceremonialnie ciągnęła go za rękaw. - Ale czy mogłabyś zabrać rękę?
- Nie, myłam ją w wodzie święconej, specjalnie dla ciebie.
Xellosowi nie wiedząc dlaczego przypomniał się jego własny świat.
Za parawanem powitała go kolejna twarz, która każdego normalnego mazoku powinna przyprawić o mdłości.
- Och, Xellos! Jak miło - uradowała się Fuu.
- Zupełnie nie rozumiem, cóżem wam uczynił, drogie panie. I Valgaav.
Smok stał obok i najwyraźniej brak komfortu psychicznego Xellosa sprawiał mu przyjemność. Chwilę potem mazoku dostrzegł leżącego na kocu Gourrego.
- Coś mnie ominęło chyba.
- Sporo, ty bezużyteczny śmieciu - warknął Val. - Ulvar nasłał na nas zwłoki Liny, które trzeba było unieszkodliwić. Musiał patrzeć na jej kolejną śmierć.
Xell uśmiechnął się.
- Szkoda, że mnie nie było.
- Tak, szkoda, bo pozbył się jej ten twój bogin.
Wyraz twarzy Xellosa się nie zmienił.
- Czego ode mnie chcecie?
- Panie Xellosie - zaczęła Fuu - chodzi o to, że Gourry jest w stanie nieco przejściowym. Poprzednim razem udało się wejść w jego psychikę i sprowadzić go z powrotem, ale teraz, choć zdaje się być... płycej... nie daję rady. Dlatego potrzebujemy pomocy.

Fioletowe oczy mazoku błysnęły w świetle ogniska.
- Kaszka z mleczkiem.
- Co chcesz zrobić? - spytała Deed.
- To bardzo proste. Nie chce wrócić do rzeczywistości, ponieważ jest ona dla niego koszmarem. Żeby wydała się przyjemnym miejscem, należy pokazać mu coś gorszego. Koszmary to moja specjalność.
W dłoni mazoku pojawiła się jego laska. Wymamrotał pod nosem jakieś zaklęcie. Powietrze zgęstniało, zdawało się otaczać ciało Gourrego. W pewnej chwili Xell dotknął piersi najemnika czerwonym klejnotem, a ten zaczął krzyczeć jak opętany. Dziewczyny i Val starali się go przytrzymać, co nie było łatwe przy jego posturze, lecz wkrótce spojrzenie Gourrego stało się bardziej przytomne, jego krzyki ustały, a on sam zdziwiony rozejrzał się dookoła.
- Ale miałem straszny sen - stwierdził po prostu. - Och, cześć Xellos!
- Jak mówiłem, kaszka z mleczkiem. A teraz przepraszam, tracę czas.
Wyszedł nie oglądając się za siebie i nie reagując na przekleństwa Deed kierowane w jego stronę, choć w normalnych warunkach byłyby muzyką dla uszu.
Kiedy minął zaskoczonego jego widokiem Tengu, zatrzymał go silnym szarpnięciem za rękaw.
- Gdzie on jest?
- Śpi, nie przeszkadzaj - warknął Kojiro. Niechęć w jego głosie była bardzo wyraźna.
Xellos puścił go i poczekał aż odejdzie, następnie zaczął przeszukiwać rozstawione parawany.
Znalazł Rizu w jednym z nich, postawionym na skraju obozu. Zaniepokojony widokiem zaschniętej krwi na jego ciele chciał go obudzić, na szczęście zorientował się, że krew nie należy do bogina. Chłopak wyraźnie miał pracowity dzień.
Mazoku postanowił, że zaczeka, aż Rizu się obudzi. I podejrzewał, że nastąpi to wkrótce, zważywszy, że na pewno nie śniło mu się nic przyjemnego.
Tagi: zire,
xellos
2010-01-18 00:28:13
skomentuj (17)

Drużyna zatrzymała się na postoju w niezbyt malowniczym miejscu. Była to niestety konieczność, bo Faye tuż przed ich postojem puściła malowniczego pawia przez lewe ramię Deliratio cudem mijając jedno z jego czarnych skrzydeł, czym anioł bynajmniej nie był zachwycony. Im byli bliżej gór, tym mniej przyjazny wędrowcom okazywał się teren. Pustynia mogła kojarzyć się z niedostępliwością, ale kolor złocistego piasku zacierał to wrażenie. Kenshin nie mógł zaliczyć suchych krzaków, gdzieniegdzie prześwitujących wśród kamieni, za miłe oku. Drużyna zatrzymała się na postój właśnie wśród skupiska takich kamieni. Rudowłosy wojownik poczuł się zmęczony, gdy tylko stanęli. Było to dość nietypowe i zaskakujące odkrycie, ponieważ był on przyzwyczajony do tego typu ciężkich wędrówek. Nawet nie zliczy ile musiał w swoim świecie takich odbyć.
Usiadł przy pobliskim głazie opierając się o niego plecami wpatrując się w płomienie ogniska. Przymknąwszy oczy wziął kilka głębszych oddechów. Zatrzymali się wcześniej niż planowali, ale dzięki temu wszyscy byli teraz najedzeni i zajmowali się właśnie swoimi sprawami.
Fuuma ostatnimi czasy zachowywał się dziwnie. Niby byli razem, ale coś jakby w ich relacjach zaczynało stygnąć. Zastanawiał się czy nie są takim typem pary gdzie rutyna małżeńskiego pożycia wkrada się szybko i bezszelestnie. W końcu nawet przestali się wymykać cichaczem na każdym postoju po tzw. „chrust”, co samo w sobie mogło już niepokoić (szczerze powiedziawszy mnie też to martwi xD <- dop. sejzaQ).
No przynajmniej przy takim typie jak Fuuma…
Może gniewał się on za ten „sen” w tankardzkiej wiosce. W sumie wszyscy mieli taki sam a Ken nie powiedziałby, że był w nim za szczególnie grzeczny…
Z drugiej jednak strony nie tylko smok miałby powody ku temu by być złym na samuraja. Nawet teraz tego nieznośnego typka nie było obok niego…
- Hej! – rudowłosy gwałtownie otworzył oczy. Jego ślepiom ukazał się blondwłosy najemnik w dziwacznej zbroi.
- Nic Ci nie jest? Coś blado wyglądasz…- Kenshin zauważył w jego oczach autentyczną troskę. Wiedział, że ktoś nowy do nich dołączył dość niedawno (tia te anomalie czasowe xD – dop. sejzaq), ale to był pierwszy raz jak ze sobą rozmawiali.
- Nic mi nie jest, tylko troszeczkę jestem zmęczony ^^…
- Zmęczony? – Ken mógłby przysiądz, że widzi wokół głowy blondyna setki kłębiących się znaków zapytania.
– A Ty przypadkiem nie jesteś dziewczyną?? Bo wiesz wyglądasz jak ona. Mówił Ci to kiedyś ktoś?? – uśmiechnął się.
- Taaaaa….ciągle to słyszę. My się chyba jeszcze nie poznaliśmy. Jestem Himura Kenshin.
- Gourry Gabriev.
- Hmmm…nawet ciekawe imię.
Samuraj zauważył baczne spojrzenie Fuumy na sobie. Poczuł ciarki przepływające po plecach. Gourry nie mógł tego widzieć, bo kucał na wprost Kena. Czyżby wyczytał gniew w tym wzroku? A może…
- Hej Ken…mogę Ci tak mówić nie?? Na pewno nie jesteś chory? – nim rudowłosy się zorientował blondyn przyłożył do jego czoła dłoń sprawdzając temperaturę. Skierował wzrok na najemnika, który właśnie przykładał drugą dłoń do swojego czoła.

Mimowolnie zarumienił się, lekko speszony takim nadmiarem troski za strony tego dziwnego osobnika.
- W sumie nie wyczuwam u Ciebie podwyższonej temperatury…
Kenshin spojrzał w stronę smoka, gdy Gourry właśnie usadawiał się tuż obok niego przy kamieniu. Czy mu się wydawało czy powietrze wokół Monou zagęściło się? Mógłby przysiąc, że widzi chmury gradowe zbierające się nad nim…czyżby był zazdrosny?!
Chyba ma omamy….przecież nie jest możliwe żeby żyłka na skroni smoka ziemi pulsowała w tak szybkim tempie.
- Jak Ty sobie z tym wszystkim radzisz? – głos Gourrego był przepełniony smutkiem.
Kenshin szybko odwrócił wzrok od Fuumy, ale mimo to miał świadomość, że każdy jego ruch jest bacznie obserwowany.
- W sumie idzie do tego przywyknąć jak jest się tutaj trochę – odpowiedział – Ty też z czasem przywykniesz…
-…może to i racja…- wzrok blondyna błądził gdzieś w oddali jakby stracił cel – zawsze byłeś taki rudy?? – dodał po chwili ciszy.
Takiego pytania samuraj spodziewał się najmniej w danym momencie, co też najpewniej odbiło się na jego twarzy i musiał być mocno zaskoczony, gdyż po dłuższym jego milczeniu, kiedy blondyn zerknął na Kena wybuchnął śmiechem.
- Dobra przepraszam to było dziwne pytanie – uśmiech nie znikał z twarzy Gourrego – ale musiałem zmienić temat…kogoś mi po prostu przypominasz…
Taaa…Ken już wiedział, kogo ale milczał. Czyżby temperatura się obniżyła? Jakoś się duszno zrobiło…(Fuuma się pewnie wścieka i jest trzymany na bank przez trzy osoby już jak nie więcej XD)
- Ok, postanowiłem – nagle zerwał się na równe nogi i stanął na wprost rudzielca – będę Cię ochraniał w tym dziwnym świecie i to będzie mój priorytetowy cel…- uśmiechnął się szeroko od ucha do ucha.
- C-ccooo??!! – Kenshin nie mógł powstrzymać tego okrzyku. Szczęka doszczętnie opadła mu do samej ziemi.
- To co powiedziałem wcześniej.
- Ale jak to? Po co przecież ja sam potrafię się bronić. Jestem samurajem – pokazał mu miecz wiszący u jego pasa.
- E tam ten scyzoryk to nie to samo co mój….poza tym ktoś taki z Twoją budową ciała i kruchym wyglądem jest jeszcze bardziej narażony na niebezpieczeństwo…Dlatego od dzisiaj ja będę Cię chronił.
Zerknął w stronę Fuumy i zauważył, że już nie tylko on, ale też Fuu i Deed przysłuchują się ich rozmowie. Dziewczyny najwidoczniej były zadowolone z takiego obrotu sprawy, bo Gourry ostatnio nie był w dobrej formie. Ze smokiem sprawa przedstawiała się o wiele bardziej skomplikowanie. Znów spojrzał na blondwłosego gościa przed nim i stwierdził, że żadne z jego tłumaczeń nie dotrą do niego.
Ech…po minie Monou można się spodziewać, że jak znajdą się sam na sam ta dzisiejsza rozmowa nie przejdzie bez echa. Sam nie wiedział czy się cieszyć czy drżeć. W sumie teraz smok ziemi skupiał całą swoją uwagę na nim. Mimowolnie uśmiechnął się do swoich własnych rozmyślań. Przecież chciał żeby w ich relacjach coś się znów ożywiło, no to ma o co się prosił. Skoro tak to może brnąć w to dalej.
- Jesteś pewny, że chcesz mnie ochraniać?? Wiesz z taką „budową ciała”, jak sam to wcześniej określiłeś, mogę być narażony na mnóstwo niebezpieczeństw, wręcz zbyt wiele jak na takiego samotnego wojownika jak Ty….poza tym musiałbyś nie odstępować mnie nawet na krok…- Ken spojrzał Gourremu głęboko w oczy mając teraz oczy blondyna na swojej wysokości, bo ten ponownie kucnął na wprost niego.
- Nie martw się poradzę sobie – posłał mu rozbrajający uśmiech i położył rękę na ramieniu.
Tego było za wiele. Z impetem, jaki rudowłosy widział po raz pierwszy odkąd się poznali, Fuuma ruszył w ich stronę. Widać było, ze niektórzy chcieli go powstrzymać, ale jedno spojrzenie i nikt nie odważył się podejść bliżej.
Kenshin domyślał się, że tym razem przesadził, ale i tak czuł dreszczyk emocji rosnący z każdym krokiem rozgniewanego smoka. Rozgniewany to mało powiedziane. Fuuma Monou po prostu był wściekły.
- Widzę, że zapoznajesz się z członkami drużyny…Będziesz tak miły i pożyczysz mi samuraja na kilka chwil? – każde słowo było wycedzone przez zęby i gdy Fuuma je wypowiadał na pewno nie patrzył się w stronę Gourrego, który teraz zdezorientowany patrzył to na jednego to na drugiego mężczyznę.
- A-aale…-chciał coś powiedzieć zdezorientowany, jednak dziewczyny zdążyły szybko do niego dopaść i odciągnęły na bok.
- Co powiesz na mały spacerek Kenshin?
Rudowłosy mężczyzna został mocno pociągnięty do góry i rozkoszny dreszcz przeszył jego ciało na sam dotyk tych silnych ramion. Ręka Fuumy mocno zacisnęła się wokół talii Kena. Troszeczkę zbyt mocno…(będzie siniak xDDD <- dop. sejzaq)
- Idziemy po „chrust” – nie czekając na jego odpowiedź rzucił w stronę drużyny ze złośliwym uśmieszkiem i poprowadził do w stronę tak zwanego „lasu”.
Tagi: zire,
kenshin
2010-01-17 22:14:33
skomentuj (29)

Zagato poczuł rosnące podniecenie. Uczucie spotęgował widok Soryuu sięgającego po miecz. Kolejny wróg? Czy i przed nim trzeba będzie obronić władcę demonów? A może to już koniec Ulvara?
Były rycerz zastanowił się, co by to znaczyło dla niego. O czym pomyśli Ulvar widząc go z obcymi demonami? Czy zrozumie, że to nie atak, a sprytne sprowadzenie wrogów w pułapkę?
W obecnej sytuacji jednak wątpił, by jego plan się powiódł. Być może trzeba będzie zmienić strony, by przeżyć. Soryuu był zbyt potężnym przeciwnikiem.
Zanim Zagato zdołał podjąć jakiekolwiek decyzje, jeden z demonów wyrwał się przed szereg. Silny cios zwalił Ulvara z nóg. Soryuu nie zareagował.
Zagato wylądował obok niego. Ten zmierzył go lodowatym wzrokiem, potem zmarszczył groźnie czoło.
- Jak śmiesz? - wysyczał i podniósł ostrze, lecz wtem coś innego zwróciło jego uwagę.
Wszystko stało się w ułamku sekundy. Niebo rozdarło się, a przez powstałą szczelinę przedarł się smok. Zanim zdążył wylądować, z grzbietu zeskoczyła jakaś postać i z niespotykaną prędkością ruszyła w ich stronę, krzyżując ostrza z Soryuu. Demon z łatwością odparował atak.
- To był jednak kiepski pomysł - zaczął białowłosy, którego Zagato spotkał kiedyś w grupie, z którą włóczyła się Fuu. - Można było przewidzieć, że zwrócisz się przeciw niemu.
- Co ty bredzisz, bękarcie?! - głos Soryuu przesiąknięty był nienawiścią. Jego oczy zapłonęły żądzą krwi na widok chłopaka. Zagato nie mógł pojąć dlaczego.
- To nie on jest wrogiem, Rizu! - odezwała się jasnowłosa kobieta.
- Nie tym razem - poprawił ją. - A zatem...? - wściekle zielone oczy zwróciły się ku Zagato. Mężczyzna mimowolnie cofnął się o krok.
- To nie jest to, na co wygląda! Jestem lojalny wobec lorda Ulvara!
- Nie mam czasu na wykręty! - kobieta w ułamku sekundy znalazła się przy Zagato i jakby nie czując bijącego od niego żaru, położyła rękę na jego czole. Mężczyznę przeszedł niewyobrażalny ból. Chwilę potem ustąpił, a demonica wypuściła go z uścisku. - Wynoś się stąd, jeśli ci życie miłe. Oni słyszeli, co powiedziałeś.
Zagato rozejrzał się. Część demonów, które ze sobą przyprowadził, gotowała się do ataku. Zrozumiał, że znalazł się między młotem a kowadłem, a po dotyku złotowłosej kobiety opuściły go siły. W tej chwili walka była złym pomysłem. Nie mając innego wyboru, odleciał.

- Nie tak prędko! - warknęła Aeyonne i wycelowała sztyletem w demona pragnącego ścigać płonącego skrzydlatego. Runął na ziemię i już się nie poruszył. Kobieta udała się odzyskać broń.
Rizu rozejrzał się uważnie. Water z całych sił próbowała nie dopuścić, by któryś z trzech demonów otaczających Ulvara zanadto się nie zbliżył. Jeśli jej się udawało, to tylko dlatego, że ta banda popaprańców uznawała drażnienie się z nią za dobrą zabawę.
- Ej, gołąbeczki - Aeyonne dołączyła do nich. Omiatała wzrokiem otaczające ich kreatury, jakby były nieistotnymi elementami krajobrazu. - Mamy sprzątanie, więc do roboty.
- Psy Ulvara! - ryknął któryś z demonów, siląc się na obelgę. - Zastanówcie się, komu pomagacie!
- Nie sądzicie - zaczęła znowu kobieta - że byłoby to dość nieuczciwe z naszej strony, gdybyśmy rozwalili ich od razu. W końcu tak się starali...
Co miała na myśli, Rizu dobrze wiedział. Tak naprawdę Ae pragnęła najwyraźniej trochę się pobawić. Sztylety w jej dłoniach błyszczały w świetle ognia wznieconego przez wrogów.
- Jest was tylko trójka, nas ponad pięć tuzinów!
- Czwórka! - odezwał się kobiecy głos.
Rizu zaskoczony spojrzał na pochwę wiszącą mu u pasa.
- Obudziłaś się? W takim razie czwórka - potwierdził. Wyjął Bronkę z pochwy i puścił ją samopas. - Tylko nie szalej. Dajmy im się wykazać.
Zaatakowali wszyscy naraz. Nie upłynęła jednak chwila, a jeden po drugim zaczęli padać, jak muchy, głównie z powodu śmiercionośnych ostrzy Aeyonne.
Przyjemność walki przerwał przeszywający krzyk Water. Demony raniły ją i usunęły z drogi. Zaczęły znęcać się nad nieprzytomnym Ulvarem.
- Kontynuujcie, uwolnię go! - krzyknęła Aeyonne i pobiegła w tamtą stronę.
- Nigdy bym nie przypuszczał, że przyjdzie mi walczyć z tobą w jednej sprawie - wysyczał Soryuu przez zaciśnięte zęby.
Rizu tylko wzruszył ramionami.
- Masz pecha - skwitował. Jednocześnie czuł rosnące zdziwienie. Z jakiegoś powodu Soryuu nie pałał żądzą zemsty za odesłanie go w niebyt, a jego ostrze nie było zwrócone w pierś bogina.
Wyszarpnął klingę z kolejnego rogatego demona, podczas gdy Soryuu starał się któregoś pieczołowicie wytrzewić, i ruszył ku kolejnemu.

- Rizu! - zatrzymał go krzyk demonicy. Była zaniepokojona. Natychmiast znalazł się przy niej.
- Co jest? - spytał.
- Nie dam rady go uwolnić! Te więzy...
Przerwała, zaatakowana przez wroga. Zdenerwowana, rzuciła się ponownie w wir walki nie kończąc wyjaśnień.
Rizu ich nie potrzebował. Przyjrzał się uważnie pętom oplatającym ramiona, nogi, szyję i tułów Ulvara. Zmarszczył czoło.
- Już gdzieś... - szepnął i dotknął ich delikatnie. Te natychmiast się zacieśniły.
Zadziwiające ile zaklęć miały demony przeciwko własnej rasie. Chłopak nie pamiętał skąd, ale wiedział, że czar powstał w celu wiązania demonów. Ich moc sprawiała, że samo się pogłębiało. Im potężniejszy demon i im gorliwiej starał się uwolnić, tym mocniej magiczny liny oplatały ciało.
Ulvar ledwie łapał oddech. Choć wcześniej Aeyonne cofnęła się o parę kroków, jej obecność, a także obecność wielu jej podobnych w pobliżu, działała na więzy pobudzająco.
- Masz szczęście, kretynie - mruknął starając się jednocześnie wyciszyć w sobie demona i pozwolić boskiej mocy płynąć do woli.

- Mógłbyś wykorzystać swoją potęgę w pożyteczniejszym celu - usłyszał za plecami. Odwrócił się. Czarnowłosa demonica uśmiechnęła się do niego, a czubek jej zakrzywionej broni zatrzymał się przy jego gardle.
- Janise.
- Jestem zaszczycona, że pamiętasz moje imię, złotko - schowała broń.
- Czego chcesz? - spytał zniecierpliwiony.
- Chcę, żebyś go zostawił i dołączył do nas. Mamy podobny cel.
Rizu odetchnął ciężko.
- Już raz słyszałem ten wykład.
- Ach, zatem Gorhta zdołał do ciebie dotrzeć? Co się z nim stało? Nie wrócił do kolonii.
- A co mogło się stać? Nie żyje.
Kobieta wciągnęła z sykiem powietrze.
- Jak to?!
- Zdenerwował mnie. Wybacz, ale powinnaś odejść. Jestem zajęty.
Odwrócił się od niej. Pęta nieznacznie zaczęły się zaciskać.
- TY?! - wrzasnęła. - Ty parszywy mieszańcu!
- Powiedziałem, odejdź!
- Ty tchórzu! Masz taką moc, a boisz się zaryzykować i wybrać właściwie!
- Odejdź!
- Mogło nam się wszystkim żyć zupełnie inaczej! Ale postanowiłeś uparcie stać po stronie nieudacznika, który nie potrafi dokończyć raz zaczętego zadania! Zdradził ciebie i nas, a ty ciągle...
Nie dokończyła. Ramię Rizu przeszło przez jej ciało jak przez masło, palce zacisnęły się na sercu. Chłopak rzucił wyszarpnięty organ kobiecie pod nogi, a ta osunęła się na ziemię bryzgając krwią na wszystkie strony.
Z otępiającego szału wyrwał go jęk Ulvara. Demon się dusił. Rizu ogarnął strach. Zacisnął dłonie na więzach starając się opanować.
- Przepraszam - szeptał. - Przepraszam. Już...
Nie rozumiał jakim cudem stracił nad sobą panowanie. Pozwolił, by słowa nic nie znaczącej demonicy obudziły w nim tę groźniejszą część jego mocy i o mało sam nie przyczynił się do śmierci mężczyzny.
Uspokajał się. Zaklęcie powoli opadało, aż w końcu Ulvar osunął się bezwładnie na ziemię. Rizu objął go delikatnie i oparł głowę na jego piersi. Usłyszał bijące leniwie serce.

- Odsuń się od niego - szorstki głos Soryuu przywrócił go do rzeczywistości nie bardziej skutecznie, niż czubek klingi wbijający mu się w ramię. Wymienili wrogie spojrzenia. Rizu doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie się wycofać. Gdy tylko wstał, Soryuu rzucił miecz i przyklęknął przy młodszym demonie.
- Idźcie już - rozkazał i wziął Ulvara na ręce. - Nie powiem mu, że tu byliście.
Demon odwrócił się i zniknął.
- Wredny typ - mruknęła Aeyonne udając obrażoną. - Nie uważasz?... Hej, Rizu? Heeej!
- Tak, wredny - odpowiedział cicho dalej patrząc w miejsce, skąd teleportował się Soryuu. - Już po wszystkim?
- Kilku z nich uciekło. Same niedobitki. Twoja przyjaciółeczka sprząta, jak widzisz - Aeyonne wskazała na Bronkę wysadzającą swoim World Shakingiem szczeliny w ziemi, w które wpadały ciała zabitych demonów.
Niedaleko Rizu dostrzegł leżącą Water. Podszedł do niej i przyklęknął. Była nieprzytomna i ranna, choć na szczęście tylko lekko. Dotknął jej czoła i gdy uzdrowicielska energia przedostała się do jej ciała, jęknęła cicho i otworzyła oczy.
- Panie?! - usiadła gwałtownie i aż się zachwiała. Chłopak złapał ją za ramiona.
- Jest bezpieczny. Soryuu zabrał go do domu.
- Ty...! - zmrużyła oczy i rzuciła mu nienawistne spojrzenie.
- Nie ma za co - puścił ją i wstał. - Chodźmy.
Aeyonne bez zwłoki zagwizdała i kryjący się dotąd bezpiecznie w chmurach Kłębuszek wylądował u jej boku.
- To był naprawdę miły wieczór - stwierdziła zakrwawiona Bronka, lokując się w najlepsze w swojej pochwie.
Rizu bez słowa dosiadł smoka za demonicą i po chwili wznieśli się w powietrze.
- Co się stało, że wszyscy - i wrogowie i poplecznicy Ulvara - pałają do ciebie niekończącą się sympatią? - ironizowała Aeyonne, gdy byli już wysoko.
Bogin nie odpowiedział na to pytanie.
- Wiedziałaś, że nie zrobisz tego sama, prawda? Dlatego tak chciałaś, bym ci pomógł?
- Nie do końca. Nie mogłam przewidzieć czy zaklęcie zapomnienia zadziała na demona Starej Ery i czy musiałabym się teleportować. Zresztą, nie jestem tak silna jak ty. Jeśli miałabym walczyć z nimi w pojedynkę, pewnie bym przegrała. Ale rzeczywiście, gdyby ciebie tam nie było, Ulvar najpewniej by już nie żył.
Rizu zamyśłił się.
- Gdzieś już spotkałem się z tym zaklęciem.
Tym razem to Aeyonne nie odpowiedziała od razu.
- Pewnie Tengu pokazali ci je, gdy byłeś malutki. Nic wielkiego.
- Nie, na pewno nie. Na pewno gdzieś... i jestem prawie pewien, że padał wtedy śnieg - oparł czoło o jej plecy. - Irytujące...
- Rizu? Mam coś do załatwienia - zaskoczyła go nagłą zmianą tematu. - Lepiej będzie, jeśli udasz się do obozu sam. Ale nie martw się, na pewno niedługo znów się zobaczymy, a wtedy pobędziemy ze sobą dłużej - rzuciła mu przez ramię szeroki uśmiech.
Chłopak mimowolnie go odwzajemnił. Cmoknął ją w policzek i nie pytając więcej o nic, zeskoczył z grzbietu smoka i teleportował do obozu.
- Jak ty wyglądasz? - wrzasnęła Oreas wypuszczając z rąk wiadro z wodą, gdy Rizu pojawił się tuż obok. Zapomniał, że jest cały ozdobiony wyschniętą krwią. Stojący obok Kotaro odsunął ją lekko za siebie.
- Jesteś ranny? Coś się stało? - spytał.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Nic wielkiego.
- Po prostu dobrze się bawiliśmy - Bronka wysunęła się z pochwy i runęła w piach. - Dajcie no trochę tej oliwy i niech ktoś mnie wyczyści!
Bogin podniósł ją z ziemi. Rozejrzał się po obozie. Członkowie drużyny postanowili wykorzystać materiały podarowane im przez Tankardczyków. Rozkładano jeden namiot, w którym można się było odświeżyć, kilka parawanów, rozpalano ogniska.
- Soryuu jest pod działaniem zaklęcia zapomnienia - zaczął. - Zapałał potrzebą wielkiej lojalności wobec Ulvara i nie skorzystał z okazji, by poderżnąć mi gardło.
- To chyba dobrze.
- Tak... Kotaro, wy... Czy kiedykolwiek pokazywaliście mi zaklęcie wiązania demonów, gdy byłem mały?
- Po to, żebyś wypróbował je potem na sobie, tak jak każde inne, i nie dał rady się uwolnić? Nie, nigdy.
- Tak myślałem - odwrócił wzrok. - To ja pójdę umyć Bronkę.
Tagi: rizu,
zagato,
zire
2010-01-17 22:03:29
skomentuj (33)

Wodne bóstwo przestało mieć ochotę na przebywanie w ramionach aniołów. Po kilku godzinach zaczęło co rusz wypełzać z trzymanej przez Sinceritas misy, co z kolei powodowało gromadzenie się wokół bariery rzeszy piaskowych demonów. Irytacja Oreas sprawiła, że stworzenie wraz ze swoim tymczasowym akwarium wylądowało w objęciach bogina, czym sam bogin zachwycony nie był. Od pewnego czasu, choć jego mieszana energia się ustabilizowała, nie było łatwo być "pół na pół"(*). Jeśli Rizu o tym nie myślał, demonia moc samoczynnie górowała nad boską. Fakt, że opiekował się bóstwem i musiał się na siłę wyciszać, sprawiała, że czuł się zmęczony i poirytowany. Pewnie, gdyby nie pustynia i tereny demonów, nie sprawiałoby mu to tyle problemów.
Odetchnął ciężko i ponownie wepchnął tulące się do niego bóstewko do wody. Ono uznało to najwyraźniej za dobrą zabawę, gdyż im mocniej Rizu je tam wpychał, tym radośniej wyskakiwało mu z powrotem na ramiona. W końcu się poddał.
Zastanowił się nad położeniem drużyny. Wcześniej razem z Tengu ustalili, że najbezpieczniej dla wszystkich będzie dotarcie jak najbliżej granicy pustyni. Nie oznaczało to końca problemów z natrętnymi demonami, ale lepsze to, niż 50-cio stopniowa amplituda temperatur i powietrze tak gęste od ciężkiej energii, że można byłoby powiesić siekierę.
Stworzył jeszcze jedną kulę ognia, którą puścił w obieg, by drużynie było cieplej i przyspieszył kroku.
- A Xellos? - dobiegło go pytanie Deedlit. Rozmawiała z Valgaavem i Fuu. Mimowolnie nadstawił uszu.
- On nie posiada uczuć. Wszystko co robi, robi dla własnej korzyści. Jeśli kiedyś komukolwiek zdarzyło się uwierzyć, że ten kloc je posiada, ostro się na tym przejechał.
Ton smoka był poważny i nasycony nienawiścią. Rizu zatrzymał się nie chcąc słuchać dalej. Czuł, jakby połknął kamień. Prawda, że nie szło im ostatnio w tak zwanym związku, że nie mogli porozmawiać, mazoku ciągle nie było, a Rizu chcąc, nie chcąc ciągle lądował w łóżku Ulvara, ale bogin nie widział, jakie Xell mógłby mieć z tego korzyści. Postanowił na razie nie brać usłyszanych słów do siebie. Bronka na szczęście spała, inaczej nie odpuściłaby sobie kazania. Xellos wróci, to bogin z nim pogada. Xellos nie wróci, to... trudno? Rizu zamrugał ze zdziwienia. Zanim jednak mógł głębiej zastanowić się nad swoim tokiem myślenia, ktoś szarpnął go za rękaw.
- Hejejej, czy już północ? - ziewnęła Faye.
- Eee, nie.
- A tam na horyzoncie widzę idealne miejsce na postój - ziewnęła i kichnęła. - Karczmę z kominkiem i wieeeeelką choinką na tarasie. O, widać wieżyczki!
Bogin przyjrzał się jej uważnie. Upiła się czy miała halucynacje? Dotknął jej czoła.
- No jasna cholera...
Przypomniał sobie, że Faye przeziębiła się ostatniej nocy. Najwyraźniej deszcz i mróz wygrały walkę z tankardzkimi mieszankami. Zamachał na Tengu.
Kotaro wylądował.
- Musimy zatrzymać się wcześniej. Faye ma gorączkę.
Tengu się skrzywił.
- Mogę ją wziąć na plecy, ale uważam, że jeszcze przynajmniej godzinę powinniśmy iść.
Rizu porozumiewawczo skinął głową.
- Ale tam naprawdę widzę światełka - mruknęła dziewczyna, a z jej nosa spłynął wielki glut.
Demony podążyły wzrokiem za jej palcem i rzeczywiście - coś znajdowało się przed nimi. Nie była to jednak karczma, a ludzka sylwetka, z latającą wokół niej kulą ognia.
Wodne bóstwo zsunęło się z ramion chłopaka i uciekło do Deedlit.
- Touda! - wykrzyknął Rizu, przekazał elfce misę z wodą i pobiegł w kierunku mężczyzny. Reszta drużyny zatrzymała się zdziwiona, gdyż najwyraźniej nie dostrzegli go wcześniej.

Demon przywitał się z nimi skinieniem głowy i poczekał, aż Kojiro wyląduje.
- Dobra wiadomość jest taka - zaczął bez ogródek - że system działa jak należy.
- A zła? - z doświadczenia wszyscy wiedzieli, że zawsze jest ta zła.
- Złe - poprawił Touda. - Po pierwsze, nie potrwa to długo. Po drugie, kwestia Agana, po trzecie... - Touda urwał i podniósł głowę. Spojrzał na południe. Rizu i Tengu zrobili to samo.
- Co jest? Co się stało?! - spytała elfka, ale zaraz potem ona, Fuu i anielice odczuły mdłości.
- Soryuu właśnie pojawił się na Zire - odpowiedział Touda, choć stało się to oczywiste.
Zapadło milczenie. "Kwestia Agana", której demon najwyraźniej nie zamierzał poruszać przy wszystkich, była niczym w porównaniu z wiadomością o Soryuu.
- A miało być tak pięknie - burknął Kenshin.
Rizu i Tengu popatrzyli po sobie.
- Powinniśmy ruszyć dalej.
Chłopak skinął głową, po czym odwrócił się gwałtownie i spojrzał w niebo. To rozdarło się ujawniając portal, przez który przedostał się zielony smok z dosiadającym go jeźdźcem. Stworzenie ryknęło i zaryło pazurami w ziemię, zrzucając ledwie trzymającą się w siodle kobietę. Rizu złapał Aeyonne i oboje wylądowali na ziemi. Chwilę potem demonica zwymiotowała.
- Nic ci nie jest? Co się stało?!
Głos mu zadrżał. Spojrzał wymownie na Tengu. Jeśli Aeyonne zdecydowała się teleportować, musiała mieć naprawdę ważny powód.
Kobieta spędziła moment na dojściu do siebie.

- Rizu, błagam cię. Na wszystko co święte dla naszej rasy - znów ją zemdliło. - Doleciałam do kolonii, a ich już tam nie było. Wyruszyli - złapała oddech. - Błagam cię, pomóż!
Bogin klęczał przy niej obejmując ją ramieniem. Nie odpowiedział od razu. Jaki miał wybór? Aeyonne posunęła się tak daleko, by go zwerbować. Ulvar był dla niej bardzo ważny.
Po kilku chwilach podjął decyzję. Nie chciał tego robić, ale jeśli nie dla samego demona, pomoże mu dla przyjaciółki.
Wymienił spojrzenia z opiekunami. Kotaro tylko machnął na niego ręką.
- Rozumiem - powiedział chłopak - Lećmy.
- Nie ma czasu! - załkała. - Już może być po wszystkim!
Chciała go zmusić, by teleportował się bez niej, ale postanowił, że jej nie zostawi. Wiedział jak bardzo pragnęła uratować Ulvara.
- Przejdziemy razem - zaproponował. - Spokojnie, pomogę ci.
Posadził ją w siodle przed sobą i mocno przytulił. Ukryła twarz w jego ramionach.
- Gotowa? Nie otwieraj oczu, nie myśl, nie zauważaj. Ochronię cię.
Skinęła głową. Chwilę potem otworzył się portal i oboje zniknęli zostawiając drużynę w tyle.

Kotaro nabrał powietrza jakby to był jego pierwszy oddech od niepamiętnych czasów.
- Co za poświęcenie... - powiedział pełen podziwu. - Nie wiem czy na jej miejscu bym się na to zdecydował.
Kojiro i Touda przytaknęli.
- O co chodzi? - spytał Val.
- Kiedy się teleportujemy, przechodzimy przez pewnego rodzaju tunel z jednego miejsca w drugie. Nie jest to jednak pusta przestrzeń. Są to różne podwymiary, rządzące się niezrozumiałymi prawami, zamieszkałe przez niewyobrażalne byty, które przerzucają nas według naszej woli. Krążą teorie, że albo robią to za szybko byśmy cokolwiek zauważyli, albo pamięć po nich zostaje skasowana z chwilą powrotu w nasz wymiar. Dla Wiedzącego, jak Aeyonne, teleportacja to tortura. Widzi i doskonale pamięta, przez co przechodzi. Ponieważ znaliśmy kilku Wiedzących w naszym życiu, wiemy, że nie jest to nic miłego. Jednak żaden z nich nie był w stanie tego opisać. Wnioskujemy to z ich reakcji... Kto wie, jakie okropieństwa muszą oglądać? Być może teleportacja to dla nich ryzykowanie własnym życiem... - zastanowił się.
Zapadła cisza.
- Nie marnujcie czasu - warknął Touda. - Ruszajmy!
(*)
tak sobie wymyśliłam. może mieć 0% jak się wyciszy, a może mieć 200% jak ma full power. a teraz ma jakieś 20:80 :P
Tagi: rizu,
zire,
grupa
2010-01-10 00:38:12
skomentuj (7)
Pokój nie był obszerny i panował w nim półmrok. W kącie świeciła się kolorowo choinka obwieszona różnorakimi bombkami i cukierkami.
Kominek nadawał pokojowi przyjemnej i ciepłej barwy.
Na podłodze wśród porozrzucanych butelek wszedzie walały się ciała drużyny zmożonej po całonocnych ekscesach. Każdy spał tam gdzie znalazł chociaż malutki skrawek podłogi. Niektórym udało się nawet wywalczyć kanapę.
No cóż w końcu nie raz obchodzi się sylwestra prawda??
Nic nie szkodzi, że był on jakieś 5 dni temu ^^”…
Valgaav otworzył powoli jedno oko a następnie drugie by przekonać się, że leży tuż obok Faye przyciśnięty jej ręką i nie chciał nawet się zastanawiać, co wyczuwa miękkiego na swym boku. Valentine spała z szeroko otwartymi ustami chrapiąc głośno trzymając w jednej ręce do połowy opróżnioną butelkę. No tak popili wczoraj to fakt, ale jak u licha znalazł się w takiej pozycji?? Tego już nie pamiętał.
Valgaav podniósł się powoli by nie zbudzić Faye. Było to jednak stanowczo za szybko. Momentalnie jak usiadł zakręciło mu się w głowie tak bardzo, że aż musiał przyłożyć dłoń do oczu. Oho…zaczyna się tak zwany „kac”. Wróg każdej imprezy. Ale czegóż się spodziewać po bibie trwającej 5 dni z rzędu…(<__<…wytrzymali są XDD – dop.sejzaq)

Rozejrzał się dookoła by zobaczyć istną sodomę i gomorę.
Sagara z zarzuconymi nogami na oparcie i głową w dół spał spokojnie w fotelu a tuż obok niego na podłodze z plecami opartymi o fotel drzemał Van z głową Dakki na swoich kolanach. Smok zauważył jakieś szare futro wystające spod choinki połyskujące w świetle lampek. Burknęło coś przez sen i zamilkło. Spojrzał baaardzo powoli w druga stronę. Oczywiście cała kanapa, która stała koło kominka, była Fuumy i Kenshina, którzy spali słodko wtuleni w siebie. Niekompletnie ubrani trzeba było dodać.
Bleh…smok szybko przekręcił głowę. Kolejny błąd i stadko gwiazdek przed oczami…
„Skąd u licha tu tyle piór??!!”
Wypluł jedno ze swoich ust. Przecież nie urządzali żadnej bitwy na poduszki o ile dobrze pamiętał…wszędzie walały się jak nie białe to czarne pióra…a właśnie gdzie podziała się skrzydlata część drużyny ?__?...
Chyba później się nad tym zastanowi…
Nut, Sophia i Agan spali w innym pokoju. Dopiero się będzie działo jak się obudzą w trójkę w jednym pomieszczeniu. Nawet nie liczył ile wystrzelili fajerwerków przez nich przygotowanych. Alkohol i fajerwerki nikomu nie służą w szczególności wystrzeliwane gdzie popadnie. Dzisiaj dopiero widział prawie wszędzie przysmalone ściany.
Deedlit i Fuu spały lekko wciśnięte pod kaloryfer, ponieważ Gourry zajmował większą część przeznaczonego im miejsca. Trzeba przyznać, że ten blond najemnik potrafił nie tylko pochłaniać góry jedzenia, ale także alkoholu. Żołądek bez dna, czego nie można powiedzieć o jego głowie. Po tylu wypitych kolejkach karaoke w ich wykonaniu nie brzmiało za pięknie. Najłagodniejsze określenie to "brzmicie jak zarzynany kot". O tańcach nie wspomni. Sam nie wiedział że potrafi zwinąć się w precel…aż do wczoraj…(wygimnastykowana cholera XDD -> dop. sejzaq)
Bronka wbita w drewnianą ścianę wisiała tuż nad głową pani major, która była pogrążona w głębokim śnie. Valgaav rzucił okiem na połamany stół zarzucony w kąt pokoju. Część paliła się w kominku. Motoko to dopiero potrafiła siłować się na rękę. Sprawy przybrały gorszy obrót, gdy włączył się w tą grę Sagara i jego sztuczna ręka. Biedny gospodarz myślał, że karczma mu się sypie. No i trzeba było mocno wbić Bronkę w ścianę, bo każdego z gości wyzywała do pojedynku na miecze bez względu czy był uzbrojony czy nie. Sam gospodarz o mało nie stracił ucha.
Czy jemu się zdawało czy Faye ma na sobie królicze uszy??
Ah…prawda wszyscy mieli się przebrać ostatniej nocy…
Zerknął na siebie.
Hmmm…zastanowił się chwilę, ale nijak nie mógł sobie przypomnieć za co był przebrany. Zgadnąć też nie dało rady ponieważ nie mógł niczego wywnioskować z pasków materiału zwisających z niego. Widział tylko porażający róż.
„Nie wnikajmy w szczegóły…” powiedział do siebie w myślach. Zarówno on jak i Gourry mieli ubrania w strzępach, co pozwoliło mu przypomnieć sobie o striptizie…nie wiedzieć, dlaczego Val nie mógł tylko zgadnąć, dla której części drużyny striptiz ten był przeznaczony.
Na samą myśl spalił buraka i próbował się podnieść. Poczuł mokrą plamę pod ręką i zobaczył smacznie śpiącą Water u jego stóp. Dziwnie przytulona do jego nóg, z rumieńcami na twarzy śliniła się lekko przez sen.
A ta co u diabła robi z nimi??!!
Smok spojrzał dalej gdzie do nogi Water przykuty był grubym łańcuchem Wind.
No tak chcieli się zabawić i żywiołaczka zrobiła dzień dobroci dla więźniów. Tylko dlaczego do cholery przebrała go za Tarzana dając mu tylko przepaskę na biodra??
Oślepiający blask złotych włosów Aeyonne śpiącej koło kupy futra wystającej spod choinki przyprawiły Vala o kolejny gwiazdozbiór przed oczami.
Czy ona miała na sobie strój amazonki? I skąd wzięła włócznię do której się teraz przytulała?
O mały włos zaplątałby się w długa szatę Soryuu, która odsłaniała nieco więcej niż zazwyczaj…
Zaraz…zaraz…ZARAZ!!...SORYUU!! a TEN co tu dopiero robi!!
Smok wytrzeszczył oczy na ten widok, gdy nagle dało się słyszeć szamotanie za drzwiami.
- Powiedziałem nie…a u mnie nie oznacza NIE! – stłumiony głos wydawał się mocno podenerwowany i poirytowany.
- I tak się nie wyprzesz kochanie. Mogę czytać z Twojej twarzy jak z książki…- dało się słyszeć lekki stuk jakby ktoś przygniótł kogoś do ściany (zboczeńcy wiem co macie na myśli XDD i dobrze kojarzycie XDD -> dop. sejzaq)
- N-nie zrobisz tego – piskliwy głosik lekko się jąkał.
- Przekonamy się?... – głębszy głos cicho zamruczał.
- Yamete kudasaaaaaiii… - piskliwy głosik przybierał coraz wyższe tony.
- Hehehe…sam dobrze wiesz czego chcesz…
- iiiiiyaaaaa…yamete…
Bam!!
Drzwi otworzyły się z hukiem i w tej samej chwili wpadł Rizu w przebraniu elfa a za nim wszedł do pokoju Ulvar w czerwonych spodniach i samych szelkach bez górnej części garderoby z wesoło podzwaniającym dzwoneczkiem na końcu jego czerwonej czapki mikołaja.
No może z tym strojem elfa to była lekka przesada, bo aktualnie Rizu wkraczał do pokoiku cały rozebrany przykrywający dolne części swego ciała zieloną szatą.
- Czy Ty nie rozumiesz…Cześć Valgaav ładny wczoraj taniec odstawiłeś na stole…co się do Ciebie mówi??!! – bogin cały czerwony na twarzy zaczął krzyczeć w kierunku demona.
Co nie umknęło uwadze smoka to to, że żadna osoba w pokoju nie obudziła się ani przy tak zwanym „otwieraniu” drzwi ani przy głośnych krzykach Ri. Czy on powiedział na stole?
- Wybacz wydawało mi się że Twoja twarz i…COŚ…innego wskazywało na zupełnie co innego…- złośliwy uśmieszek wstąpił na twarz władcy demonów opartego teraz o framugę drzwi.
Rizu spalił raka i szybkim ruchem zaczął się ubierać zabierając spod głowy Gourrego część swojej garderoby. Co spotkało się z głośnym plasknięciem głowy najemnika o podłogę nie przeszkadzając mu jednocześnie w dalszej części jego snu.
- Musisz mnie koniecznie nauczyć jak tak kręcić biodrami Val.- bogin uśmiechnął się szeroko mijając smoka, którego twarz płonęła teraz żywym ogniem.
- Ja Cię bardzo chętnie nauczę kręcić biodrami…- wtrącił Ulvar z wesołymi ognikami w oczach.
Rizu zmierzył go groźnym wzrokiem, po czym ostentacyjnym krokiem podszedł do drzwi, gdzie demon zrobił mu przejście.
- I koniecznie musisz mnie nauczyć tej sztuczki z preclem x3 – rzucił na odchodnym zielonooki, po czym wymaszerował z pokoju kompletnie ubrany mijając Ulka.
Po minie złotookiego można było wyczytać, że garderoba Rizu nie długo zostanie na swoim miejscu.
Po ich wyjściu nastała cisza gdzieniegdzie przerywana pochrapywaniem członków drużyny.
„Chyba jednak położę się jeszcze na trochę…” zrezygnowany wrócił do swojej poprzedniej pozycji przy boku Faye, która natychmiast do niego przylgnęła o mało nie podbijając mu oka niedopitą butelką. Poczuł też zaciskające się ręce Water na swoich nogach szepczącej cichutko z perwersyjnym uśmieszkiem: „Mój panie…”
Val zamknął oczy i pozwolił swojej świadomości odpłynąć…
Jedna rzecz wciąż nie dawała mu spokoju. Gdzie u licha są skrzydlaci?!
Nie wiedział biedak, że gdyby wyjrzał przez okno i popatrzył w górę zobaczyłby dwa hamaki zrobione z prześcieradeł wiszące na wieżyczkach karczmy a z nich gdzieniegdzie wystające to czarne to białe pióra.
Ach święta…wesołe święta…i te przerwy noworoczne XDD…
Tagi: przerywnik
2010-01-08 01:58:25
skomentuj (9)

Water natychmiast zareagowała na wezwanie swojego pana. Zgodnie z
rozkazem wzięła jego miecz. I choć zapewne torturowanie byłego druha
było ciekawszym zajęciem niż asystowanie przy rzucaniu zaklęcia
zapomnienia, Ulvar wolał upewnić się, że będzie miał przy sobie
lojalnego sługę, który w razie czego... W razie czego co? Demon
wzruszył ramionami. Zakazał jej kontaktowania się z drużyną. Jeśli coś
miałoby pójść nie tak, nie będzie nikogo, kogo mogłaby wezwać, sama
będąc za słabym bytem, by pomóc. Zatem, gdyby coś faktycznie poszło nie
tak, okazałoby się, że Ulvar jest niedouczonym magiem, który nie
potrafi poprawnie rzucić zaklęcia. Pech.
Demon spojrzał na czarne chmury spowijające niebo. Znajdowali się w
znacznej odległości od zamku, w miejscu, które mężczyzna uznał za
najbardziej odpowiednie do praktykowania ciężkiej magii. Para drzew
stojących przed nim stanowiła idealny portal. Poza nimi w promieniu pół
kilometra nie było nic, poza wyschniętą trawą skąpaną obecnie w
Nieprzeniknionym Mhroku™ i tylko kilka świerszczy zakłócało panującą
ciszę.
Ulvar jeszcze raz spróbował przypomnieć sobie powody, dla których
zdecydował się sprowadzić Soryuu z powrotem. Te same powody, dla
których właśnie zamierzał zaryzykować życie. Zaklęcie zapomnienia
mogło, ale nie musiało zadziałać na demona Starej Ery. Jeśli Soryuu
oprze się manipulacji pamięcią, jeśli zechce ostatecznie pozbyć się
przeszkód stojących mu na drodze do osiągnięcia swoich celów, młodszy
demon najprawdopodobniej zginie.
- Panie? - odezwała się nieśmiało żywiołaczka widząc, że demon się waha. Zignorował ją.
Soryuu po pobycie w nicości będzie osłabiony. Nie ma się czego obawiać.
Ulvar
uśmiechnął się do siebie, złożył dłonie i wymamrotał coś pod nosem.
Powiało mroźnym wiatrem z północy. Pomiędzy drzewami pojawiła się
bladoniebieska poświata.
- Podaj miecz - rozkazał Water.

Niezmierzona
przestrzeń wokół. Pusta, cicha, a jednocześnie przytłaczająca. Jak
długo wisiał bez ruchu i tchnienia w tej nicości, czując nieustający
ból w piersi, nie miał pojęcia. Wiedział jedynie, od samego początku,
że tu nie wytrzyma i zwariuje. Potęga obszaru sprawiała, że czuł, jakby
na jego barkach spoczywały wszystkie ciężary świata. Nie mógł drgnąć. W
głowie krzyczało mu tylko pragnienie ucieczki i zemsty. Na kim, na
czym, nie pamiętał. Była tylko żądza krwi i poczucie zdrady. Nawet
potrzeba oddechu wydawała się przy tym nic nie znaczącym kaprysem.
Wyjść - bezustannie wołało jego jestestwo. -
Pragnę wyjść i zabijać.
Coś
nim szarpnęło. Otworzył oczy. I choć w ciemności nie mógł nic zobaczyć,
czuł, że się porusza. Ucisk w piersi zelżał i pozwolił mu wziąć
pierwszy od nie wiadomo jak dawna oddech. Trochę zapiekło. Jednocześnie
zawirowało w głowie. Z brutalną gwałtownością zaczęły napływać
sformułowane myśli. Najpierw przypomniał sobie swoje imię, następnie
pochodzenie. Po kolei wszystkie istotne fakty wracały na swoje miejsce
i po chwili z jego gardła dobył się szyderczy śmiech. Pamiętał już
swoje cele i pamiętał, komu winien dziękować za swój los.
Gdzieś daleko dostrzegł bladoniebieskie światło.
Ulvar
nie spodziewał się, że odwrócenie zaklęcia zamknięcia oraz wepchnięcie
w inny wymiar fałszywych myśli i wspomnień tak go wykończy. Gdy portal
rozbłysnął ogłaszając rychły powrót Soryuu, demon widział to jak przez
mgłę.
- Panie! - krzyknęła Water, gdy demon upadł na kolano. Wciąż ściskał podany mu miecz i zaczynał mocno żałować podjętej decyzji.
- Odsuń się - polecił jej. Z niejakim trudem stanął na nogach. - Jeśli się nie uda, uciekaj.
Odczytał zdziwienie na jej twarzy. No tak, robił się za miękki. Nie
powinno go obchodzić życie sługi i ona o tym wiedziała. Wiedziała też,
że może narazić się na surowe konsekwencje, jeśli nie posłucha, a nie
zamierzała. Ulvar odwrócił wzrok. Głupia.
W tej samej chwili poczuł, że jego ojciec się zbliża. Potężna energia
targała portalem. Kiedy demon przezeń przechodził, drzewa złamały się
jak zapałki i zapadła ciemność. Ulvar mimowolnie cofnął się o krok. Nie
do końca tak wyobrażał sobie rzeczone osłabienie po pobycie w nicości.
Figura Soryuu odznaczała się wyraźnie, mimo mroku. Demon rozejrzał się
dookoła, powoli i bez emocji. Po chwili jego wzrok skupił się na
mężczyźnie przed nim, a twarz wykrzywił triumfalny uśmiech. Postąpił do
przodu.
Ulvar przeklął w duchu i przygotował się do ataku. W dłoni Soryuu
pojawił się miecz. Zanim jednak klingi zdążyły się skrzyżować, coś z
wielką siłą uderzyło w młodszego demona i odrzuciło na znaczną
odległość.
W
tle usłyszał przerażony krzyk Water. Kiedy udało mu się otworzyć oczy,
w ciemności zobaczył ognistą postać z szeroko rozłożonymi skrzydłami.
Wylądowała tuż obok Soryuu. Za nimi pojawiła się duża grupa
innych postaci.
- Zagato, ty zdrajco - warknął ledwie słyszalnie i mocniej ścisnął
klingę. Dwie osoby ruszyły w jego kierunku. Rozpoznał je. Kreatury, z
którymi kiedyś miał do czynienia. Głupie i słabe.
Nie mógł dać
się pokonać czemuś takiemu. Spróbował stanąć na nogi, ale ten wysiłek został zakończony kolejnym ciosem zadanym przez jednego z demonów.
- To zbyt proste - usłyszał. Drugi zaczął rechotać.
Fala
wody oddzieliła ich od niego, ale nie na długo. Przez ten wątpliwej
jakości mur przedarła się kobieta. Również wyglądała znajomo. Kopnęła
Ulvara w brzuch. Zaraz potem poczuł magiczne pęta oplatające jego
nadgarstki, ramiona i nogi, ciągnące ku górze. Unieruchomiły go
całkowicie i demon zawisnął w powietrzu. Próba uwolnienia się pogłębiła
zaklęcie i mężczyzna w jednej chwili zrozumiał z jakim rodzajem
wiązania ma do czynienia. Uśmiechnął się pod nosem.
"Taki błąd... starzeję się chyba", pomyślał.
Dał
się podejść i pozostał bez szans na wygraną. Był na to zbyt wyczerpany.
Kolejny magiczny cios pozbawił go przytomności. Ostatnią rzeczą jaką
usłyszał, były krzyk Water i szczęk kling.
Tagi: zire,
ulvar,
soryuu
2009-12-20 00:24:52
skomentuj (5)
×+++×
Layout by Ri-chan
× Questbook ×
+ DRUŻYNA +
...:::Korin:::... adminka ^^ gg & @
 ...Xellos... ***Slayers*** Jest jedną z pięciu bestii Shabranigto. Ma dziwne skłonności o grania wszystkim na nerwach ^^. Trudno o większego manipulatora. Jeśli uda się komuś coś od niego wyciągnąć, to nie jest to nawet połowa sekteru. Nie ma zwyczaju kłamać (zamiast tego mówi "sore wa himitsu desu"). Ironiczne poczucie humoru, podstępny uśmiech i skłonność do znikania - to jego znaki firmowe ^^ Obecnie służy złotemu władcy.
 ...Valgaav... ***Slayers***
Ponieważ Korinek jest za leniwy, żeby napisać dwa zdania, o tym smoczku można powiedzieć tyle, że ma swój charakter, wie czego chce i nie trawi Xellosa. Silny, uparty i lubi się izolować.
 ...Dakki... ***Soul Hunter***
I znowu za Korinka (i niech się nie piekli bo po łbie dostanie >]). Dakki w swoim świecie jest cesarzową, ma klasę i humorki. Tu wpakowała się w niezłą kabałę z wodnikiem szuwarkiem w roli głównej. Od niedawna kręci z Vanem.
...:::Rizu:::... adminka *.* gg & @
 ...Sagara Sousuke... ***Full Metal Panic***
PERSONAL DATA:
Nazwisko: Sousuke Sagara
Wiek: 16
Grupa krwi: A kto by to wiedział
Stopień: sierżant
Organizacja: Mithril
Callname: Urz7
ID: B-3128
Arm Slave: ARX-7 Arbalest
Doświadczenie bojowe: pełne
Doświadczenie życiowe: żadne
---END OF PERSONAL DATA--- vv"
 ...Deedlit... *Record of Lodoss War*
Rasa: Elfka
Wiek: 16
Prawdziwy wiek: 116
Lubi: Parna
Chara: optymistyczna, wesolutka, niepoważna, odeszła z Lasu bez Powrotu, żeby mieszkać z ludźmi. Jak to się skończyło widać obok ^^;
Nie pali...
...:::Brujah:::... gg & @
 ...Nicholas D. Wolfwood... ***Trigun***
Tę burzę włosów każdy zna, przy ustach dłoni chwiejny gest… Nie, to nie Celina, to Nicholas D. Wolfwood. Burza włosów raczej znikoma, za to chwiejny gest stwierdzony przy nałogowym odpalaniu papierosów i przeładowywaniu krzyża. Zaprawdę powiadam, człowiek ten nie rozstaje się ze swoim Punisher Cross’em, ciężkim jak diabli, "Because it's so full of mercy". Zawsze może wyspowiadać za pomocą przenośnego konfesjonału. Wspominałam, że to Ksiądz?
 ...Motoko Kusanagi... ***Ghost in the Shell***
Członek 'Sekcji 9'. Jest ona prawie w pełni cyborgiem, jedynie jej mózg jest organiczny. Posiada cybernetyczne ciało klasy 'A', które pozwala na osiągnięcie nadludzkiej siły. Dodatkowo dzięki specjalnemu płaszczykowi" może stać się niewidzialna. Charakteryzuje się bezwzględnością w działaniu, potrafi w mgnienia oku zabić. Jest zatem uosobieniem przemocy, ale co niespodziewane też delikatności... Do swoich podwładnych (gdy służyła w oddziałach specjalnych zyskała nawet przydomek 'pani Major') odnosi się z szacunkiem i zachowuje się wobec nich bardzo ludzko... Człowieczeństwo stanowi jednak dla niej pewien problem - często zastanawia się czy jest już tylko maszyną, czy jednak wciąż człowiekiem posiadajacym wolę i indywidualność...
...:::Pszczoła:::... @ & gg
 ...Faye Valentine... ***Cowboy Bebop***
Ostra jak brzytwa, wredna, pewna siebie, inteligentna, blyskotliwa i oczywiscie
zabojczo piekna. Do tego otacza ja mgielka tajemnicy...
 ...Van Slanzar de Fanel... ***The Vision
of Escaflowne***
Kryje wiele tajemnic. Trudno zdobyc jego zaufanie, ale jak sie go sobie zjedna, bedzie lojalny i oddany do konca. W jego zylach plynie najprawdziwsza krolewska krew. Jest pilotem zbudowanego w starozytnych czasach guymelafa Escaflowna Ispano, zwanego rowniez "Bialym Ispano". Mech jest od pokoleń skarbem rodziny krolewskiej Vana.
 ...Fuuma Monou... ***X/1999***
Pedał-erotoman, gwałciciel rudego łona.
...:::Cecylia:::... gg & @
 ...Fuu... ***Magic Knight Rayearth***
Spokojna, inteligentna, samotna ze mnie osobka. W trudnych sytuacjach potrafi wykazac sie sprytem i zimna krwia. Dobra w czarach,
najlepiej wychodza jej czary uzdrawiajace. Niechetnie siega po jakakolwiek bron, ale jak juz musi wybierac to walczy mieczem albo szczytletami(zawsze nosi dwa schowane w specjalnie uszytych kieszeniach). Bardzo trudno nawiazac jej nowe znajomosci, ale jak ktos zdabedzie jej zaufanie to moze
polegac na niej w kazdej sytuacji.
...:::Seiya:::... @ & gg
 ...Gourry Gabriev... ***Slayers***
Jedyny w swoim rodzaju najemnik, którego najpotężniejszym atutem intelektualnym jest blond peleryna. Odporny na wiedzę, ciężki do zaje... bicia. Mistrz ciętej riposty, o ile chodzi o cięcie szermiercze. Samozwańczy opiekun Liny "Keine Titzen" Inverse i posiadacz jednego z pięciu legendarnych oręży, świetlnego miecza. Desperacko poszukiwał Liny, która zaginęła bez śladu.
 ...Darth Zagato... Magic Knights of the Old Republic 666: Frantic Melas
Lord demonów rasy Hsissis (liczącej aktualnie 64 osobniki). Płonie Żywym Ogniem™ (tu i ówdzie), z którego to powodu przysługuje mu tytuł alternatywny: Płonący Mandalor.
...:::Minak:::... @ & gg
 ...Himura Kenshin... ***Ruroni Kenshin***
Płomiennowłosy wojownik, pedał. Właściciel rudego łona.
...:::Haruka:::... @ & gg
 ...Space Sword... ***Sailor Moon***
Od dziś koniec problemów z tyciem i nałogami! Nigdy więcej hormonów! Troski o strój - koniec! Oto charakter w czystej postaci, krystaliczna osobowość, bez żadnych zbędnych naleciałości cielesnych. Oto ona - Broń nowej generacji i nowe pokolenie broni! Charakterystyczny miecz z charakterkiem! Oto Space Sword zamieszkany przez swoja właścicielkę - hybryda stali i stalowej woli!
|